











Głomia to 216 rzeka w projekcie #wszystkierzekipolski.
Wybrałem jej najbardziej wymagający, ale jednocześnie najbardziej dziki i atrakcyjny przyrodniczo fragment, biegnący przez Uroczyska Głomi.
Odcinek od młynu w Skórce do jazu w Strużyskach nie posiada żadnej sztucznej przeszkody, ale za to oferuje niezliczoną ilość przeszkód naturalnych. Wypłycenia, zwałki, podmokłe brzegi i trudne przenoski skutecznie spowalniają płynięcie.
11-kilometrowy odcinek pokonywałem aż 6 godzin, ale za to powrót to niespełna 4 km i około godzina trekkingu.
Za wszystkie te trudności Głomia wypłaca jednak nagrodę w naturze. Jest tutaj po prostu bosko. Na dnie spotkałem krasnorost świadczący o wyjątkowo czystej wodzie oraz ogromną ilość ryb. Nad brzegami liczne żurawie i sarny.
W ciągu całego dnia napotkałem przedstawicieli wielu gatunków. Były ryby, ptaki, owady, sarny i ślady działalności bobrów. Nie spotkałem natomiast ani jednego przedstawiciela gatunku Homo sapiens. Pomimo weekendu i pięknej pogody człowiek okazał się tutaj najrzadziej występującym ssakiem.
Po drodze natrafiłem również na dwa miejsca, które zapamiętam na długo. Pierwszym była ogromna leśna huśtawka zawieszona nad samą rzeką – portalu do czasów dzieciństwa.
Drugim miejscem była tak zwana przeze mnie Wielka Stopa Głomi. To ogromny głaz narzutowy pozostawiony tutaj przez lądolód skandynawski pod koniec ostatniej epoki lodowej. Gdy ten teren pokrywał jeszcze lód o grubości setek metrów, po okolicznych tundrach wędrowały mamuty, renifery i włochate nosorożce. Kiedy lądolód zaczął się cofać około 15 tysięcy lat temu, pozostawił po sobie tysiące głazów. Większość z nich ukryła się pod ziemią, ale ten pozostał na brzegu Głomi.
Z biegiem czasu wyrosło na nim potężne drzewo, którego korzenie objęły kamień niczym olbrzymia dłoń. Dziś całość przypomina gigantyczną stopę wystającą z brzegu rzeki.
