Packraft – sklep i wypożyczalnia. BUSHraft.

Rzeka Kulawa, Alaska nad Zbrzycą i Szlak Zaborski

We wsi Laska, w sercu Borów Tucholskich, znajduje się pięknie położone, kameralne pole biwakowe nad rzeką Zbrzycą. Ponieważ osada otoczona jest gęstymi lasami i leży dosłownie „na końcu świata”, zyskała przydomek Alaska – i nawet tutejszy bar nosi tę nazwę.
W zadaszonej przystani, podczas deszczowego wieczoru, trafia w moje ręce magazyn Bory Tucholskie z artykułem o Polaku, który pływa rzekami pod prąd. Uśmiecham się – na packrafcie to raczej trudne, myślę. Nie wiem jeszcze, że przez kolejne dwa dni moje przygody ułożą się tak, że sam będę płynął Zbrzycą pod prąd. Na szczęście tylko krótkie odcinki.

Pierwszego dnia planuję przejść możliwie długi fragment Zaborskiego Szlaku, o którym słyszałem same pochwały – i wszystko to okaże się prawdą.
Poranek wita mnie ulewą, ale gdy kończę śniadanie, deszcz ustaje. Ruszam zielonym szlakiem na północ od „Alaski”, w stronę Rezerwatu Doliny Kulawy. Wybieram ścieżkę edukacyjną po lewej stronie rzeki – biegnie bliżej wody i ma w sobie więcej dzikości. W okolicach Jeziora Głuchego przekraczam rzekę po kładce i kawałek wracam zielonym szlakiem, bo przez sam rezerwat pływać nie wolno. Po drodze mijam stary system nawodnienia łąk, który właśnie jest rekonstruowany – niezwykły relikt dawnych czasów.

Na granicy rezerwatu zaczynam spływ. Stan wody jest idealny, a rzeka meandruje pośród lasów. Woda jest tak czysta, że widać każdy kamień na dnie. Od czasu do czasu trafiają się łatwe przenoski, ale cała trasa to czysta przyjemność.
Do Jeziora Szczeczonek docieram akurat, gdy znów zaczyna padać. Chowam się pod mostem, czekając, aż ulewa minie. Po przepłynięciu małego jeziora wpływam do Zbrzycy i postanawiam kawałek popłynąć pod prąd, by skrócić przenoskę do Jeziora Zmarłego. Z pomocą wiatru pokonuję je błyskawicznie, a potem docieram do Jeziora Nawionek. Niestety, to teren rezerwatu, więc muszę zrobić najdłuższą przenoskę dnia – około półtora kilometra.

Na Jeziorze Gardliczno Małym czeka mnie kolejna przeszkoda – przesmyk do większego jeziora jest całkowicie zarośnięty, więc znacznie łatwiej wykonać krótką przenoskę. Do zmierzchu zostają dwie godziny. Na brzegu znajduję urokliwą plażę – idealne miejsce na posiłek i kubek gorącej kawy. Po chwili zwijam packrafta i ruszam pieszo.
Zielony szlak prowadzi mnie jak bajkowa ścieżka – wzdłuż jezior, rezerwatów i pachnących sosen. To bez wątpienia jeden z najpiękniejszych szlaków nizinnych w Polsce.

O zmierzchu wracam do Alaski. Czas odpocząć i zebrać siły – jutro czeka kolejna przygoda. 😊

Koszyk zamknij