To jedno z tych pytań, które pojawia się bardzo szybko, kiedy ktoś zaczyna pływać i ma psa. I w sumie trudno się dziwić – skoro i tak spędzasz czas w naturze, to aż się prosi, żeby zabrać go ze sobą.
I tak, można. Ale dobrze wiedzieć, że to nie zawsze działa od razu tak, jak sobie wyobrażamy.

Na początku może to wydawać się banalne – pies wchodzi, siada i płyniemy. W praktyce bywa różnie. Dla psa packraft to coś kompletnie nowego: ruszające się podłoże, woda dookoła, inne zapachy i dźwięki. Jedne psy wchodzą i od razu ogarniają temat, inne potrzebują chwili, żeby się przekonać, a jeszcze inne na początku są po prostu niepewne.
Oswajanie psa z packraftem na lądzie:

Najlepiej nie zaczynać od ambitnych planów. Krótki odcinek, spokojna woda, zero presji. Czasem wystarczy kilka takich prób i pies zaczyna traktować packraft jak coś normalnego. I wtedy nagle wszystko się zmienia – zamiast stresu pojawia się ciekawość.

Z czasem widać też, że ważne jest, gdzie pies siedzi. Jeśli ma za mało miejsca albo czuje się niestabilnie, zaczyna się wiercić, poprawiać, kombinować. A to od razu wpływa na pływanie. Kiedy ma swoją przestrzeń i może się położyć, uspokaja się i po prostu płynie razem z Tobą.

Jest jedna rzecz, o której wiele osób nie myśli na początku – zimno od podłogi. Packraft od spodu jest chłodny, ponieważ dno wychładza się od wody, nawet jeżeli na zewnątrz jest gorąco. Pies siedzi na nim cały czas. Kawałek maty albo karimaty robi ogromną różnicę i często to jest ten element, który sprawia, że pies nagle przestaje się kręcić.

No i temat, który wraca w każdej rozmowie: pazury. I słusznie, bo w słabszym sprzęcie to potrafi być problem. Dlatego jeśli ktoś planuje pływać z psem częściej, to warto mieć packraft, który to po prostu wytrzyma. W BUSHraftach 420/840D podłogi i burty są na tyle mocne, że nie trzeba się zastanawiać przy każdym ruchu psa, czy zaraz coś się przebije. To daje spokój, a ten na wodzie jest naprawdę ważny.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to są dwie rzeczy, których bym nie pomijał. Pierwsza to kamizelka dla psa – szczególnie na większej wodzie. Nawet jeśli dobrze pływa. Druga to to, żeby psa nigdy nie przypinać. W razie wywrotki musi mieć możliwość wypłynięcia bez żadnych przeszkód. W teorii każdy mówi „wiem”, ale w praktyce łatwo o tym zapomnieć. Wyjątkiem, kiedy możemy pozwolić sobie na brak kamizelki, są miejsca bardzo płytkie, które dobrze znamy, a pies jest oswojony z wodą i lubi pływać.

Dobrze jest też wcześniej sprawdzić, jak wygląda sytuacja, kiedy pies znajdzie się w wodzie i trzeba go wciągnąć z powrotem do packrafta. Na spokojnie, bez stresu. Bo dopiero wtedy widać, ile to naprawdę wymaga siły i ogarnięcia.
Z czasem, jeśli wszystko pójdzie dobrze, pies zaczyna traktować takie wyprawy jak coś swojego. Widzi packraft i już wie, co się będzie działo. I to jest chyba najlepszy moment, kiedy nie musisz go przekonywać, tylko on sam chce płynąć.
I wtedy packrafting z psem przestaje być „czy można”, a zaczyna być po prostu naturalną częścią wyjścia w teren.

Warto również pamiętać, że z psem jak z dzieckiem – najlepiej na początku go zmęczyć. Czyli spływ organizujemy w ten sposób, że najpierw idziemy w górę rzeki, tak żeby pies się wybiegał, a później wskakujemy do packrafta i wracamy na miejsce startu. Po takim spacerze pies będzie znacznie spokojniejszy na spływie.
Podsumowanie:
O czym należy pamiętać:
- kamizelka ratunkowa dla psa
- mata / izolacja dna
- smycz (ale NIE przypinamy psa w trakcie pływania)
- adresówka / chip
- jedzenie + woda (ta w rzece nie zawsze nadaje się do picia)
- ręcznik
- coś do gryzienia / zabawka (redukuje stres)
Najczęstsze błędy:
- pierwszy raz = od razu długi spływ
- brak kamizelki dla psa
- przypinanie psa
- brak treningu wejścia z wody
- brak izolacji dna
- za mały packraft
Naprawdę warto spróbować packraftingu z psem, bo wspólny czas na wodzie daje ogrom radości i zupełnie inny wymiar wyprawy. To proste chwile w naturze, które budują relację i zostają w pamięci na bardzo długo.

