
























Naszą przygodę rozpoczęliśmy od spływu Brdą z pola namiotowego w Rytlu. Jest pięknie i bez przeszkód jak to na Brdzie. Po około 5 km, płynąc przy dosyć wysokich urwiskach, robimy przenoskę na Wielki Kanał Brdy.
Po pierwszym kilometrze, kiedy kanał odchodzi od drogi, zaczyna się magia. Piękny leśny odcinek z delikatnymi meandrami – jest tak ładnie, że aż trudno uwierzyć, że płyniemy kanałem, a nie dziką rzeką. Nurt przyjemnie niesie, brak przeszkód, a przez krystalicznie czystą wodę widać piaszczyste dno i mnóstwo ryb.
Po kilku kilometrach dopływamy do terenu „zanocuj w lesie”. Znajdujemy idealne miejsce – mała piaszczysta plaża i sosnowy las. Rozkładamy namioty, plotkujemy, robimy kolację. Bezchmurne niebo odpala tysiące gwiazd z Pasem Oriona i wyraźnie widoczną Mgławicą Oriona.
W nocy temperatura spada do -2°C. Rano wyjście ze śpiwora to walka charakteru, ale gdy wychodzi słońce, wszystko się zmienia – przez dwie godziny po prostu grzejemy się na słońcu patrząc, jak namioty i packrafty powoli „odmrażają się” ze szronu.
Do Fojutowa dopływamy szybko i bez problemów, mijając piękne rozlewiska, które również idealnie nadają się na biwak. W Fojutowie czeka nas gwóźdź programu – akwedukt. Skrzyżowanie dwóch rzek: Czerskiej Strugi na dole i Wielkiego Kanału Brdy płynącego górą pod kątem prostym. Jedno z najbardziej unikalnych miejsc w Polsce i co najlepsze, obie rzeki są spławne.
Schodzimy na dół do Czerskiej Strugi i w jednej chwili wszystko się zmienia.
Z kanałowego „flow” trafiamy w prawdziwą walkę. Zwałki co pięć metrów. Muł, który nie chce puścić nóg. Packrafty dociążone sprzętem. Każde 50 metrów rzeki trzeba sobie wyszarpać.
Siadamy na brzegu, patrzymy po sobie i pada pytanie: czy to ma sens?
Sprawdzamy mapy satelitarne i za około kilometr pojawia się bardziej otwarty teren. Decyzja jest szybka: płyniemy, a raczej przeprawiamy się dalej.
W skali uciążliwości od u1 do u6, ten odcinek oceniam na spokojne u7 ![]()
W końcu wypływamy z lasu i po prawej stronie mamy łąkę, przestrzeń i nagle rzeka znowu oddycha. Czerska Struga pokazuje swoje drugie oblicze – czysta woda, wysoki lewy brzeg, naturalne meandry. Piękno, na które trzeba było sobie zapracować, ale naprawdę warto.
Spływ kończymy przy moście w Gartkach. Zmęczeni i brudni, ale dokładnie tacy, jak trzeba ![]()
