






















Centrum Gdańska i jego okolice to prawdziwy raj dla packrafciarzy – szczególnie dla tych, którzy czasami chcą wyjść z lasu i spróbować urban packraftingu
.
W samym centrum znajdują się aż trzy slipy przeznaczone specjalnie dla kajaków i packraftów. Oznaczę je dokładnie na mapie w kolejnym wpisie.
Liczba atrakcji mijanych po drodze sprawia, że spływ przebiega bardzo wolno – co chwilę warto się zatrzymać.
Swoją trasę rozpocząłem w okolicach Opływu Motławy i Bastionu Żubr. Znajdują się tutaj pływający slip, zadaszone wiaty i toaleta, a nieco dalej również sporo miejsc parkingowych, dostępnych nawet w niedzielę.
Przy samym bastionie jest naprawdę dziko i aż trudno uwierzyć, że znajdujemy się tak blisko centrum miasta.
Po minięciu Kamiennej Śluzy wpłynąłem do centrum Gdańska. Przez cały czas towarzyszyły mi mocne, ale krótkie opady deszczu. Tutaj nie stanowiły one większego problemu, ponieważ mogłem przeczekiwać je pod licznymi mostami.
Nową Motławą dopłynąłem do Starej Motławy, mijając po drodze Zieloną Bramę, a następnie jedną z największych atrakcji na trasie – gdańskiego Żurawia. Podczas trekkingu powrotnego udało mi się zwiedzić go również od środka.
Proponowana trasa spływu z zaznaczonymi slipami do wygodnego wejścia/wyjścia z wody dla packraftów, kajaków i desek SUP:
Minąłem także zacumowanego na Ołowiance „Sołdka”. To pierwszy pełnomorski statek zbudowany w Polsce po II wojnie światowej, a zarazem jedyny zachowany na świecie rudowęglowiec z napędem parowym. Dzisiaj jest statkiem-muzeum i zdecydowanie warto wejść na jego pokład.
Za „Sołdkiem” wpłynąłem do Kanału Raduni, w pobliżu Muzeum II Wojny Światowej, które również bardzo polecam odwiedzić.
Kawałek za Polskim Hakiem, już na Martwej Wiśle, złapały mnie kolejne mocne opady oraz dosyć silny wiatr. Tutaj nie miałem się gdzie schronić, dlatego postanowiłem wyjść na brzeg.
Po zwiedzeniu Mlecznego Piotra ponownie zwodowałem packraft na Martwej Wiśle, ale po kilkuset metrach przyszedł następny deszcz. Wiatr na otwartej przestrzeni stawał się już niebezpieczny, więc podjąłem decyzję o zakończeniu spływu.
W drodze powrotnej zwiedziłem jeszcze żaglowiec „Generał Zaruski”, a następnie – trochę już przemoczony – wstąpiłem na wyśmienity rybny posiłek.
Bardzo polecam Motławę i Martwą Wisłę. To rzeki wyjątkowo przyjazne dla kajaków i packraftów, a przy tym pozwalające zobaczyć Gdańsk z zupełnie innej perspektywy.
A teraz czas wracać do lasu ![]()
