Drawieński Park Narodowy to jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie wciąż można zanurzyć się w prawdziwej ciszy i dzikiej przyrodzie. Są tu odcinki, na których przez wiele godzin nie spotyka się nikogo, a po zmroku nad lasami pojawia się rozgwieżdżone niebo i wyraźnie widoczna Droga Mleczna.
Tym razem wybieram się na wyprawę łączącą packrafting z rowerem, czyli bikerafting przez tereny Drawieńskiego Parku Narodowego i jego otuliny.
Startuję z Biwaku Bogdanka – miejsca, w którym Korytnica łączy się z Drawą. Niedaleko znajduje się Zatom, znany wśród miłośników astronomii jako jedno z najlepszych miejsc w kraju do obserwacji nocnego nieba. Organizowane są tam również ogólnopolskie spotkania astronomiczne. W takich miejscach naprawdę można poczuć ogrom kosmosu.
Po sezonie okolica robi się niemal całkowicie pusta. Zostają tylko lasy, rzeka i naturalne dźwięki przyrody.
W maju na Drawie obowiązuje jeszcze zakaz spływów związany z okresem lęgowym ptaków, dlatego wybieram zielony szlak biegnący wzdłuż Korytnicy. Niewiele osób wie, że po wyznaczonych trasach w parku można legalnie poruszać się nie tylko pieszo, ale również rowerem czy na nartach biegowych. Dzięki temu okolice idealnie nadają się zarówno do bikeraftingu, jak i zimowego skiraftingu.
Im dalej od Bogdanki, tym bardziej ma się wrażenie podróży przez zapomniany fragment świata. Ścieżka miejscami znika w roślinności, telefon traci zasięg, a wokół ciągną się kilometry dzikiego lasu. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek naprawdę odcina się od codziennego hałasu.
Sama Korytnica, jak zawsze, zachwyca od pierwszych kilometrów – czysta, miejscami bardzo płytka. Mimo przewożonego roweru wszystkie zwałki udaje się pokonać w nurcie, co podczas bikeraftingu daje ogromną frajdę.
Spływ kończę w Sówce i dalej ruszam rowerem przez Międzybór zielonym szlakiem prowadzącym wzdłuż najgłębszego przełomu Drawy. To jeden z najbardziej niezwykłych krajobrazów nizinnych w Polsce – wysokie zbocza, strome brzegi i Drawa przeciskająca się pomiędzy nimi robią ogromne wrażenie. Po drodze zatrzymuję się także przy klimatycznej kładce Zatom nad Drawą.
Następnego dnia startuję z Ostrowitego w stronę Pustelni i jezior połączonych nurtem Płocicznej. Woda jest tam tak przejrzysta, że dno momentami widać kilka metrów pod powierzchnią.
Na zakończenie odwiedzam jeszcze Węgornię – dawną osadę rybacką ukrytą wśród lasów oraz niezwykły stary cmentarz, gdzie część nagrobków ma formę ściętych drzew. Był to dawny symbol życia przerwanego zbyt wcześnie, często spotykany na leśnych nekropoliach związanych z flisakami i ludźmi puszczy.
Do zobaczenia gdzieś na szlaku!
